:: 05.10.2008 :: 14:58
Ech ja nie wiem po co mi w końcu ten blog, skoro nic co ważne nie piszę.
Od miesiąca spotykam się z kimś fajnym - spotykam to chyba właściwe określenie, bo nie jest to związek, jedynie widujemy się od czasu do czasu ze sobą i sypiamy ze sobą.
Jak na razie jest ok, oboje czerpiemy z tego korzyści, nie ograniczając się nawzajem.
Zresztą chyba nie chciałabym teraz z kimś tak po prostu być, nie ma na to miejsca w moim życiu.
Teraz na pierwszym miejscu są konie.
Tak długo czekałam na spełnienie tych wieloletnich marzeń o pracy i obcowaniu z końmi, że nic nie jest ważniejsze... noooo.... a na pewno nie facet :)
Komentuj (0)
:: 29.08.2008 :: 14:04
Cały dzień myślę tylko o jednym - o porządnym chędożeniu!
Czuję jak moja macica warczy, wścieka się i domaga solidnego rżnięcia :D
A tu kryzys jeśli chodzi o faceta, który spełniłby wymogi i standardy ISO 9000 :P
Bo pierwszy lepszy, to może sobie mnie co najwyżej powąchać (a i to nie zawsze) :P
Komentuj (0)
:: 17.08.2008 :: 00:57
Nigdy tak do końca poważnie nie myślałam o współpracy z żadną wytwórnią.
Myślałam, ale zawsze było to w sferze gdybań, wątpliwości czy warto dzielić się z szerszą publiką tym, co się stworzyło właściwie dla garstki osób.
Nie jestem typem osoby, która mogłaby na przykład wyjechać w trasę koncertową.
Źle się czuję na scenie.
Ale przede wszystkim nie bardzo chcę oddawać to co stworzyłam wytwórni.
Teraz szansa na współpracę z wytwórnią jest większa niż kiedykolwiek, a ja mam wątpliwości... Za cholerę nie wiem, jaką podjąć decyzję.
Ktoś mnie docenił, a ja nie do końca tego chyba chcę?
Nie wiem...
Komentuj (0)
:: 09.08.2008 :: 16:42
Mój ideał jest żonaty.
Ale wcale mi to nie przeszkadza :)
Komentuj (0)
:: 05.08.2008 :: 09:00
No i po co się odzywałeś?
Już zaczęłam sobie wszystko układać w głowie, życie zaczęło iść swoim torem.
Znów nie dajesz o sobie zapomnieć.
Pieprzony egoista - zawsze na świeczniku.
...
Z półobrotu w ten piedestał!
Komentuj (1)
:: 04.08.2008 :: 08:29
W ciągu trzech dni potrafi się wyjaśnić wiele spraw...
W ciągu trzech dni serce potrafi wywinąć koziołka
W ciągu trzech dni potrafią zajść naprawdę nieprzewidywalne okoliczności.
W ciągu trzech dni można się mocno zauroczyć.
W ciągu trzech dni można się mocno zawieść.
W ciągu trzech dni można pokochać i znienawidzić.
W ciągu trzech dni napłynie do oka niejedna łza.
W ciągu trzech dni na usta wychynie nie jeden uśmiech.
W ciągu trzech dni serce potrafi zabić żywiej mnóstwo razy.
W ciągu trzech dni można dojść do skrajnej euforii i totalnego załamania.
W ciągu trzech dni można się wiele dowiedzieć o 2 człowieku.
W ciągu trzech dni przekonałam się, że spotkałam ideał :D
Komentuj (0)
:: 25.07.2008 :: 07:54
Ludzie się jednak nie zmieniają. Tak już skonstruowany jest nasz gatunek.
Myślałam, że jesteś już innym człowiekiem. Czekałam na to tak długo, nie potrafiąc tak do końca uwolnić się, zapomnieć. Zawsze gdzieś na dnie serca piastowałam złudną nadzieję, kołatała się we mnie pomimo całej mojej racjonalności. Zwłaszcza ostatnio, po pewnym geście, który mnie zaskoczył.
Który przewrócił mi światopogląd do góry nogami.
Zaczęłam myśleć, że dokonał się w tobie przewrót, że dostrzegłeś pewne rzeczy, że wprowadzę cię do swojego świata, że może ci się tam spodoba...
A jednak nie.
Jesteś tym samym człowiekiem. Ekstremalnie trudnym, niezrozumiałym, chimerycznym i kapryśnym. Niby silnym, a tak chwiejnym i niezdecydowanym. Czuję, że jesteś tak słaby, że mogłabym cię połamać sobą.
Żaden przewrót się nie dokonał, żadna zmiana tak naprawdę nie zaszła.
A może jednak? Skoro wykonałeś ten zaskakujący gest. A może to tylko kolejny twój chwilowy kaprys, test jak byś się z tym poczuł?
Jednak coś nie pozwala mi nadal odpuścić. Coś nadal sprawia, że mogłabym raz jeszcze się upokorzyć, zrezygnować z dumy... Coś jednak sprawia, że na siłę chcę dać ci szansę, której ty nie chcesz.
Chyba to ja potrzebuję ciebie, ty mnie nie.
A przez chwilę myślałam, że jest na odwrót...
Komentuj (1)
:: 08.07.2008 :: 21:40
Jestem już praktycznie dojrzałą kobietą, a czasami daję się podejść i ponieść jak głupia nastolatka... Nie rozumiem czasami swoich reakcji i siebie ogółem.
Widzę zdjęcie. Na zdjęciu On - cudowne, pełne usta, które jakby żarem płonęły, kuszące by się w nie wpić, wyssać ich słodycz, piękne rysy, harmonijna, spokojna twarz, ale brwi wygięte wspaniałym, gwałtownym łukiem dodają tej harmonii rysów młodzieńczej, szczenięcej wręcz zadziorności. Jego uroda, zuchwale, niedbale jakby wyeksponowana to kolejny atut. Patrzę na to zdjęcie i tysiące uczuć przeze mnie przechodzi, raz chcę szlochać, raz śmiać się, w gardle zaczyna mi rosnąć jakaś niewyobrażalna gula spowodowana wzruszeniem, a jednocześnie ciało płonie prosząc o zaspokojenie. Żaden facet nie podziałał nigdy na mnie w ten sposób. Patrzę na to foto i widzę swój ideał faceta ze snów, z marzeń. I nie jest to jakiś playboy z gazety dla egzaltowanych nastolatek - to realny człowiek, z którym nawet zaczynam rozmawiać. Jest tak realny do zdobycia... i nagle coś się rozsypuje jak potłuczona szklanka. Coś idzie nie tak.
Nie boli mnie aż tak, jak myślałam, znów patrzę na zdjęcie, staram się tego nie robić, ale to silniejsze ode mnie... Patrzę i znów czuję... Ech jestem niepoważna :/
Komentuj (0)
:: 22.06.2008 :: 19:17
Nie mogę znieść tego, jacy ludzie są nieczuli i niewrażliwi na krzywdę.
Otępiali, małostkowi, zapatrzeni w siebie, skoncentrowani na sobie, na konsumowaniu, gromadzeniu dóbr. Do grobu tego kurwa nie wezmą!
Na sto kilka osób, które mam na gg tylko 5 odpowiedziało na apel o pomoc w uratowaniu ZDROWEGO, pięknego, młodego konia przed rzeźnią. 3 z tych osób zadeklarowało wpłatę pienięzną aby wykupić konisia z łap handlarza koniną, jedna tłumaczyła się, ze ma studia i nie moze wpłacić (śmiech) bodaj tych 5 zł na konto (jedno piwo mniej). A jedna z nich obiecała pomoc w rozsyłaniu wiadomości na gadu znajomym.
Ludzie jesteście beznadziejni! Nienawidzę was jako rasy ludzkiej, wszystko czego się tkniecie to spierdolicie, a potem zal wam paru groszy by to naprawić.
Wazne jest tylko napchanie swojego bebecha, przeruchanie tego i owego, wlanie w siebie kolejnej pierdolonej wódy, czy piwska i gromadzenie dóbr, których KURWA DO GROBU NIE WEŹMIECIE!!!!
Setki, miliony razy wolę przebywać ze zwierzętami i oddać im cale serce, niz przebywać w tym ludzkim motłochu. Jesteście skazeni, toksyczni, duszę się obok was.
PIERDOLĘ WAS
P.S. Dla tych, którzy jeszcze mają w sobie resztki człowieczeństwa, serca i duszy podaję link, tutaj są wszelkie informacje - gdzie mozna wpłacać pieniądze, by uratować wspaniałego konia:
KLIKNIJ!
Wpłacajcie ile mozecie. Jezeli jeszcze macie w sobie coś, za co warto was szanować.
Komentuj (0)
:: 26.12.2007 :: 22:36
kocham ten moment, gdy wkladam noge w strzemie... skorzane puslisko napina sie, skora skrzypi... siodlo przekrzywia sie nieznacznie w lewo, jeszcze tylko podrzut w gore calego ciala i juz zerkam przed siebie majac uszy konia jako celownik... swiat nabiera nowego wymiaru, wyglada zupelnie inaczej - z tej perspektywy czlowiek wydaje sie sam sobie bardziej potezny i jakos nagle nabiera przekonania, ze moze wiecej... ujmuje wodze, palce machinalnie sie na nich ukladaja, wiem ze juz niedlugo dlon w jezdzieckiej rekawiczce skostnieje i zdretwieje, ale na razie o tym nie mysle
ruszamy... moje nozdrza od razu chciwie chwytaja powietrze, po calym dniu siedzenia w fotelu przy komputerze czuje sie spragniona tego ruchu, przestrzeni, tlenu... czuje pod soba pracujacy grzbiet konia, jego miesnie, moje lydki przylegaja do klody, lecz nie sciskaja, plecy automatycznie sie prostuja, pieta idzie w dol... juz po chwili wspinamy sie pod niewielka gorke, by znalezc sie na rozleglej przestrzeni laki, czuje, ze moj czworonozny towarzysz ma ochote pobiegac... robimy kilka kolek stepem, jedziemy miedzy drzewami, przy okazji bestyjka robi mi psikusa i straca z galezi snieg, ktory leci mi za kolnierz
wyjezdzamy z pomiedzy drzew i wtedy zaczynamy podbiegac klusem, z poczatku anglezuje, potem znow troche stepa i wycieczka krajobrazowa miedzy drzewa ale juz wkrotce klus cwiczebny i przygotowanie do galopu - czuje jak rozgrzana masa miesni pode mna nabiera szybkosci, kopyta wzbijaja snieg, a moje pluca siecze lodowate powietrze - nie wiedziec czemu podczas galopu zawsze oddycham otwartymi ustami... caly swiat znika, jestem tylko ja i kon, ja i przyroda, ja i powietrze, a nagle wszystko spaja sie z tych elementow w calosc - wspaniala calosc, ktora wciaz od nowa uwielbiam przezywac za kazdym razem
robi sie ciemno, kon zaczyna sie lekac... pora mu wracac do cieplej stajni, ja tez czuje, ze pora konczyc - rece skostnialy, stopy wrosly w strzemiona, twarz zmrozona powoli zaczyna tracic mimike... podjezdzamy pod stajnie, z trudem wybijam stopy ze strzemion, zeskakuje z siodla az chrupie mi w kolanach, luzuje popreg, ujmuje wodze nic nie czujaca dlonia i prowadze konia do stajni... slysze stukot kopyt na kamiennej podlodze, czuje cieplo konskich oddechow, zapach siana i nawozu konskiego...
wpuszczam konika do boksu, po czym pakuje sie sama, zaczyna sie proces rozsiodlania... gdy siodlo i oglowie leza juz sobie z boku moj wspanialy towarzysz otrzymuje swieza, chrupiaca marchew... zaraz i inne koniki wystawiaja glowy z boksow, kazdy marzy o tym, by rowniez dostac smakolyk... obdzielam towarzystwo, gladzac kochane wyciagniete ku mnie mordki
zegnam sie z nimi niechetnie - choc wiem, ze nazajutrz znow sie zobaczymy :)
byle do wiosny :)
Komentuj (1)
:: 07.10.2007 :: 01:41
Dawno nie pisalam, nie czulam zreszta chyba potrzeby... Az do teraz, az do dzis
A w koncu bloga nie prowadzi sie po to by pisac pod przymusem, tylko pisze sie dla siebie.
Wlasnie rozdziera mi sie serce. Musze to uzewnetrznic, choc niejedna osoba usmialaby sie nad moimi uczuciami.
Ale pieprzyc to.
Co rok mniej wiecej o tej porze serce peka mi na tysieczne kawalki, a lzy same naplywaja z oczu. Dusza targa dziwne wzruszenie i tesknota. Cialo wyrywa sie do biegu, mysli kraza ponad chmurami, oczy wpatruja sie w ciemnosc chcac dojrzec niewidzialnych lecz slyszalnych wspoltowarzyszy. Uszy wylapuja niesamowity dzwiek, ktory powoduje wszystkie wzniosle uczucia.
Oto wlasnie odlatuja zurawie.
Ich nawolywania tak bolesnie kasaja moje serce. Sa tak teskne, tak przepelnione bolem, mistyczne w tych ciemnosciach. Cale moje jestestwo rwie sie by uniesc sie razem z nimi, przylaczyc sie do stada i odleciec. Czuje sie tak, jakby to mnie nawolywaly, jakby mnie szukaly. Wiecej niz na 100% czuje, ze w poprzednim wcieleniu (badz w ktoryms z poprzednich) bylam zurawiem. To by tlumaczylo moje reakcje.
Ktoregos dnia po smierci moja dusza uleci na zurawich skrzydlach i dolaczy do innych moich braci i siostr...
Komentuj (1)
:: 03.06.2007 :: 03:50
zacząć wszystko od nowa, jakby tego co było wcześniej po prostu nie było...
gdyby w życiu można było wykasować pewne rzeczy, tak jak wykasowałam wszystkie wpisy...
Komentuj (1)
:: 01.11.2005 :: 01:24
myslalam, ze ta chwila nigdy nie nadejdzie... ze nie bede prowadzila internetowego pamietnika, ze juz nigdy nie bede prowadzila ZADNEGO pamietnika.... czasy, kiedy chetnie wylewałam swoje uczucia na papier, badz na dysk komputera dawno minely, a teraz na dodatek zamierzam wylewac swe uczucia na dysk OBCEGO komputera/serwera.... czy po to, by poczuc sie bardziej zdystansowana do wlasnych problemow? tak jakbym to nie ja pisala, tylko ktos inny?
byc moze......
ale czuje, ze potrzebuje tego :/ jestem tak bardzo na skraju.....
Komentuj (2)